Kilka minut przed południem w dniu 19 października (11.51) do SKKP PSP w Myślenicach za pośrednictwem CPR Kraków wpłynęło zgłoszenie informujące o pożarze mieszkania na osiedlu 1000-lecia w Myślenicach. Dyżurny operacyjny zadysponował wszystkie będące w gotowości zastępy JRG Myślenice oraz OSP Myślenice Śródmieście.
Po przybyciu na miejsce zdarzenia otrzymano informację, iż z wnętrza objętego ogniem mieszkania przez okno balkonowe ewakuowała się lokatorka. Działania strażaków polegały na podaniu dwóch prądów wody w celu ugaszenia pożaru, udzieleniu Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy poszkodowanej do czasu przybycia i przekazania ratownikom medycznym ZRM. W związku z bardzo dużym zadymieniem strażacy rot gaśniczych pracowali w aparatach ochrony dróg oddechowych.
Po ugaszeniu oddymiono pomieszczenia, klatkę schodową z nagromadzonych produktów spalania poprzez użycie wentylatora osiowego. Ratownicy podczas działań wykorzystali posiadany sprzęt specjalistyczny – kamera termowizyjna, detektory wielogazowe, które umożliwiły sprawne i skuteczne przeprowadzenie i zakończenie działań. Akcja i utrudnienia na terenie osiedla trwały około 1 godziny.
Zdarzenie zrelacjonowała naszej redakcji także mieszkanka Osiedla 100-lecia.
Mieliśmy wielkie szczęście, że to tylko tak się skończyło, bo mogło być gorzej, mógł od pożaru nastąpić wybuch gazu... Koło południa jedna z sąsiadek zauważyła straszny dym. Jej syn zadzwonił po straż. Ja z mamą pobiegłyśmy do mieszkania z którego wydobywał się dym, pomimo wołań nikt nie otwierał. Pobiegłam zatem za blok, tam gdzie sąsiadka z płonącego mieszkania ma okno, pojawiła się w nim na chwile a potem wróciła w głąb mieszkania. Zaczęłam ją wołać, krzyczeć i cofnęłam się do tyłu (myślałam że jest tylko dym) wtedy zauważyłam płomienie aż po sufit... Zaczęłam już krzyczeć wniebogłosy żeby szła do okna, żeby otworzyła okno balkonowe, ale nie miałam z nią kontaktu, w końcu jak się pojawiła znów w oknie kazałam jej natychmiast wychodzić! Niejako ją do tego zmusiłam. Przełożyła jedna nogę, pociągnęłam ją za nogawkę i się udało ją wydostać. Pomogłam jej usiąść na ławce wtedy pojawiła się straż. Moja mama sobie przypomniała... Przecież u niej w domu jest kot. Pobiegłam do strażaków by go uratowali, po paru minutach lub sekundach (nie wiem wszystko się działo tak szybko) strażacy wyciągnęli kota. Kotka zawiozłam do weterynarza na szczęście nic mu nie było był w klatce tlenowej całe popołudnie. Poszkodowanej w pożarze sąsiadce oczywiście udzielono specjalistycznej pomocy. Co do przechodni... MASAKRA! NIKT ALE TO NIKT ...MNÓSTWO MĘŻCZYZN KTÓRZY WIDZIELI jak próbuje sąsiadkę wydostać z mieszkania i nikt nawet kroku w naszą stronę nie zrobił tylko patrzyli i robili zdjęcia ...Dlatego jak widzę filmiki lub zdjęcia z pożaru to czuje złość, smutek bo nikt nie chciał nam pomóc tylko stali biernie...Wielkie podziękowania kieruję oczywiście do strażaków, którzy przybyli na miejsce pożaru, to prawda, na nich zawsze można liczyć!
Część informacji i foto: PSP Myślenice
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze