Dzień dobry, hejka kochani:)
Bez pardonu pozwólcie, że zacznę od drobnej refleksji... Wracam dziś wspomnieniami do beztroskich dni szkoły podstawowej, bo to właśnie z nich znam postać, którą chcę Wam dziś przedstawić - fun fact: to dokładnie ten sam okres, kiedy pisanie wypracowań na lekcje było dla mnie największą katuszą wymierzoną prosto w serce - o ironio...
Wracając jednak do sedna - z Darkiem chodziliśmy wówczas do jednej szkoły, ba! Nawet jednej klasy. Zatem bez większego namysłu można wydedukować, że jest on również dumnym reprezentantem Zasani (o której wspominałam Wam już nie raz). Natomiast o tym, że mamy wicemistrza Polski - tego na pewno nie wiedzieliście ;). Już wtedy jego osiągnięcia na szachownicy (bo dzisiaj właśnie o tym;)), były zdumiewające. Mimo to jeszcze bardziej imponował fakt, że swoją wiedzą i umiejętnościami zawsze chętnie się z nami dzielił.
Czy to już sport, czy jeszcze zabawa?
W tej sytuacji powiedzieć więcej można jedynie o dyscyplinie, w której specjalizuje się mój dzisiejszy gość. Dyskusji może oczywiście podlegać słuszność tezy, według której szachy są (lub nie) uznawane za dyscyplinę sportową. Tutaj przychodzę ja i rozwiewam Wasze wątpliwości, gdyż te według Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOI) zostały w 1999 roku oficjalnie uznane za sport. Trzeba przyznać, że sama rozgrywka nie wiąże się z typowym wysiłkiem fizycznym natomiast zastępuje go - wytrzymałość psychiczna oraz zdolność strategicznego myślenia. Co ważne - kluczową rolę odgrywa tu przede wszystkim rywalizacja - moment, w którym zegar odmierza coraz mniej czasu, a naprzeciwko siedzi człowiek łaknący zwycięstwa równie mocno jak my. Liczy się każdy ruch i każda sekunda.
Wbrew powszechnym i błędnym przekonaniom - udział w tego typu rozgrywkach wiąże się z koniecznością regularnych treningów oraz ciągłego szlifowania własnych umiejętności. Zatem - o tym, jak wygląda ta droga w praktyce, z jakimi wyzwaniami mierzy się zawodnik i co sprawia, że szachy stają się czymś więcej niż tylko grą, porozmawiam dziś z Darkiem Dziewońskim, wicemistrzem Polski Juniorów w szachach.
Miłej lektury;)
Na swoim koncie posiadasz naprawdę imponujące osiągnięcia - których Ci serdecznie gratuluję! Zastanawiam się, które z nich mają dla Ciebie największą wartość i zachowują najlepsze wspomnienia?
Jeżeli chodzi o wartość, to obiektywnie rzecz biorąc, będzie to uzyskanie tytułu FM (mistrza fide) w 2024 r. Jest to drugi co do ważności z czterech tytułów międzynarodowych, który przyznawany jest przez FIDE dożywotnio. Obecnie przede mną są jeszcze dwa, z których każdy podnosi poprzeczkę wymagań do spełnienia. Z kolei dla mnie osobiście najważniejsze było zdobycie w marcu 2025 r. w Jastrzębiej Górze srebrnego medalu Mistrzostw Polski do lat 18, które było wymarzonym zwieńczeniem mojej kariery juniorskiej.
Wspomniałeś o uzyskanym już tytule Mistrza FIDE, które jest prestiżowym wyróżnieniem - pokazującym wysoki poziom gry i międzynarodowe uznanie. Jakie trudności i przeszkody musiałeś pokonać, aby dojść do tego miejsca?
Przede wszystkim musiałem szachom poświęcić swój czas, dużo ćwiczyć pod okiem trenerów, rozwiązywać zadania szachowe i brać udział w wielu, często tygodniowych turniejach. Ani jednego praktycznie weekendu nie byłem w domu, często nie mogłem uczestniczyć w uroczystościach rodzinnych, ponieważ musiałem wyjechać na turniej lub zgrupowanie kadry.
Twoje pierwsze duże osiągnięcie to srebrny medal w Mistrzostwach Polski Juniorów, wówczas miałeś zaledwie 8 lat - jakie ścieżki doprowadziły Cię do udziału w tym wydarzeniu, kto jako pierwszy dostrzegł Twój talent?
W tym wieku najważniejsza jest rola rodziców, którzy dostrzegli mój talent po wygranych mistrzostwach małopolskich przedszkolaków w Przebieczanach. Od tych mistrzostw rodzice postanowili mnie zapisać do klubu szachowego w Myślenicach oraz na kółko szachowe w szkole. Znaleźli mi również pierwszego trenera oraz rozpoczęli wyjazdy na turnieje i obozy szachowe. W domu pojawiły się także całe półki wypełnione książkami szachowymi.
Równolegle zaczynałeś szkołę podstawową i stawiałeś pierwsze kroki w szachach. Kto wtedy był Twoim przewodnikiem i największym wsparciem?
Trudno wymienić ich wszystkich, ponieważ byli to moi starsi koledzy z klubu MLKSZ Myślenice, w szczególności Adam Płatek i Marcin Chmiel. Pod okiem tego ostatniego wywalczyłem srebro MP do lat 8 w Poroninie i brąz MP do lat 10 w Karpaczu.
Jakie cechy musi mieć osoba, która chce piąć się w tej dziedzinie - i czy widzisz je u siebie? Nad którymi musiałeś najciężej pracować?
Zdecydowanie cierpliwość, koncentracja i opanowanie w sytuacjach stresowych, których podczas partii szachowych jest cała masa. Myślę, że jestem taki. Musiałem dużo pracować nad odpowiednim tempem wykonywania kolejnych posunięć na szachownicy, ponieważ zdarzało mi się (nieraz dalej się tak niestety dzieje), że wpadałem w niedoczas. A w szachach gra wszystko - i wykonany ruch i przełączony w odpowiednim momencie zegar.
Jak godzisz naukę w szkole z częstymi wyjazdami na turnieje, mam na myśli np. Mistrzostwa Polski, czy turnieje zagraniczne?
No, nie ukrywam, nie jest łatwo. Grając w turnieju, nie mam czasu ani przestrzeni, aby pracować nad lekcjami. Wszystko to czeka na mnie po powrocie do domu, wtedy muszę nadrobić bieżący program, napisać zaległe klasówki i zwyczajnie chodzić do szkoły. Na szczęście mam bardzo sprzyjające i kibicujące mi grono nauczycieli w liceum, dzięki którym wciąż udaje mi się łączyć pasję szachową z obowiązkami ucznia.
Co było Twoją największą motywacją? Na ile napędza Cię Twoja własna ambicja, a na ile oczekiwania środowiska?
Ja po prostu lubię grać w szachy. Nie zamieniłbym swojego dzieciństwa na żadne inne. Miałem szansę zobaczyć wiele ciekawych miejsc i poznać bardzo inspirujących ludzi. Nie wyobrażam sobie nie mieć tych doświadczeń, tych szachowych przyjaciół i tych przygód, które wspólnie przeżyliśmy. Motywacją było ciągłe staranie się, aby grać lepiej i bardziej świadomie. Lubię porównywać się z samym sobą z przeszłości - jak potrafiłem grać mając 6 lat, 8, 14 itd. Można chyba powiedzieć, że jestem w ciągłym procesie. Oczekiwania środowiska też są ważne, ale na dalszym miejscu. Lubię jak moja dziewczyna, moi dziadkowie i znajomi śledzą online partie, które gram. Dodaje mi to motywacji, aby starać się jak najlepiej.
Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość w szachach - zarówno w krótkim, jak i długim terminie?
Wyobrażam sobie siebie przy szachownicy. Jeszcze jest w szachach tyle nowych rzeczy do odkrycia przede mną, tyle kombinacji do wykonania, tyle partii do rozegrania. Nie sposób się na to nie cieszyć! Ostatnio zacząłem na poważnie dzielić się swoją wiedzą szachową i odkryłem, że zarażanie innych pasją do szachów sprawia mi wielką frajdę. Usłyszałem kiedyś jak ktoś na turnieju mówił, że jest chory na szachy. Ja właśnie tak się czuję - chory na szachy i z tej choroby nie chcę nigdy się wyleczyć!
Ja Ci Darku serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów !
A Wam kochani mam nadzieję, że wpis się spodobał !!! A teraz żegnam się z Wami tradycyjnie słowami - Do kolejnego :*.
XOXO
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze