Dzień dobry, hejka kochani:)
Zapewne zauważyliście, że na tym blogu pojawiają się naprawdę rozmaite treści (dla każdego się coś tu znajdzie). Dzieje się to przede wszystkim dlatego, że nigdy nie chciałam zamykać się w żadnych ramach, jedyne co zamierzałam to stworzyć miejsce, w którym będę mogła realizować swoje pomysły, wyrażać siebie i oczywiście dzielić się tym wszystkim z Wami. Dlatego też ten wpis przybrał nieco inną formę...;)).
Nic więcej nie zdradzam i zapraszam do lektury:*

Spędźcie ze mną dzień, a konkretnie wtorek- 29 lipca.
Poranek trochę ominiemy, bo zdecydowanie jestem jedną z tych osób, których umysł zaczyna całkowicie funkcjonować dopiero po godzinie 12.00... Słuchamy i nie oceniamy. Wiem, że nie jestem w tym jedyna (przynajmniej mam nadzieje). Jednak nie zawsze, a nawet powiedziałabym bardzo, bardzo rzadko, można spędzić te godziny w błogim stanie snu. Wtedy niczym dar zesłany z niebios - cała na czarno pojawia się ona... kawa. Uzależniona jestem nie tylko od niej... Mam również problem z nadmierną potrzebą słuchania muzyki, co wiąże się z tym, że każdego dnia jestem nierozłączna z moimi kochanymi słuchawkami.

A co na nich najczęściej leci? Hity lub też radiówki z lat 90. i 2000. A jeżeli Wy również miłujecie się w zagranicznych brzmieniach tamtych lat - to gorąco polecam Wam playlistę na Spotify - nomen omen - zatytułowaną Radiówki, której autorką jest - gabryxs.v ;). Słucham jej (playlisty nie tej dziewczyny) codziennie, od tak dawna (że już nawet nie jestem świadoma od kiedy), więc uwierzcie mi - jest naprawdę świetna.
Powoli do brzegu
Wracając, tego dnia wybrałam się w pewne miejsce... Na pewne wydarzenie... Jednak musicie jeszcze chwilę poczekać, bo o tym jeszcze nie teraz. Wcześniej trzeba się przecież przyszykować. Nie będę ukrywać, szykując się mogę spędzić - NAPRAWDĘ wiele czasu. Ale to dlatego, że NAPRAWDĘ sprawia mi to wiele przyjemności. Szczególnie proces tworzenie makijażu... w tle muzyka, obok kawa (w skrócie raj na ziemi), na pewno wiele kobiet się ze mną zgodzi;).

Wyszykowana rozpoczęłam tę podróż, bo uwierzcie, że dotarcie z miejsca mojego zamieszkania do Myślenic jest wycieczką samą w sobie.
Obowiązkowo wybrałam się w pierwszej kolejności na Rynek. Naprawdę często możecie mnie tam spotkać, więc jak nie wiecie, gdzie jestem to bardzo prawdopodobne, że właśnie tam ;))


Ps. Pozdrawiam osoby, które były świadkami tworzenia tego drugiego zdjęcia ;)
Często się mówi, że każdy ma taką swoją ławkę, na której pozostawione są wspomnienia, czy ważne słowa, taką do której się często wraca. Nie wiem, czy każdy, ale Oliwia Węgrzyn taką posiada. Moja znajduje się właśnie na naszym myślenickim Rynku. Nieintencjonalnie właśnie na niej odbyłam kilka naprawdę znaczących rozmów, które pozostawiły większy lub mniejszy ślad w moim życiu.
Jeszcze trochę
Powoli zbliżamy się do miejsca docelowego, ale zanim to - udałam się do Biblioteki Miejskiej, aby zaopatrzyć się w coś interesującego, a skłoniła mnie do tego szczególnie ta piękna jesień, którą mogliśmy zaobserwować tego lata. Nie ukrywam - moja wewnętrzna Jesieniara była zachwycona! Czy oglądałam Harrego Pottera? Być może. Kto chce Pumpkin Spice Latte i cynamonke? - JAA - przyznaję jesień jest moim kolejnym uzależnieniem.

Na reszcie wybiła godzina 18.00 - punkt kulminacyjny tego dnia - Otwarcie Wystawy Pokonkursowej 38 edycji Międzynarodowego Konkursu mgFoto "Świat w 2024". Wszystkie dzieła bez wyjątku wywołały na mnie ogromne wrażenie. Autorom bez cienia zawahania należą się wielkie gratulacje, zarówno tym lokalnym, jak i międzynarodowym! Jedne w szarościach, inne w ognistych barwach, a za to wszystkie przedstawiały pewną historie, niosły ze sobą pewną opowieść, zarówno tych ujętych w kadrach, jak i fotografujących. Przekazywały emocje, poruszając serca zgromadzonych miłośników sztuki.




Zainspirowana i poruszona, z aparatem w dłoni, wyruszyłam w plener, by uchwycić własne kadry świata.




Jednocześnie zerkałam na zegarek, bo moja przeprawa (niczym Bilba Bagginsa z Hobbita), nadal trwała... A zmierzch zbliżał się już nie ubłaganie. Na komfort jazdy powrotnej nie narzekam, bo wracałam naprawdę drogim pojazdem. Kończąc trasę, pożegnałam się z moim kierowcą naszymi tradycyjnymi słowami - Dziękuję. Do widzenia:), wiecie taki nasz zwyczaj. Czy Wy też macie takie z Waszymi? Po wyjściu przywitał mnie piękny zachód słońca... I tak sobie myślę, że pod koniec dnia (dosłownie) i tak jest to jedno z najpiękniejszych arcydzieł jakie mogę oglądać nawet codziennie!

W taki właśnie sposób pożegnał się ze mną ten wtorkowy wakacyjny dzień. A teraz i Ja żegnam się z Wami tradycyjnie słowami - Do kolejnego:*
XOXO
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze