W wieku 23 lat zmarł Konrad Nawara, były członek zespołu InoRos, muzykant góralski pochodzący z Olszówki koło Rabki-Zdroju. Konrad chorował na nowotwór - agresywnego chłoniaka. Rok temu została zorganizowana, również na Podhalu, wielka akcja pomocy dla 23-latka, podczas której zebrano półtora miliona złotych. Pisaliśmy o Nim w minionym roku a na apel o pomocy z wielu Was zareagowało ofiarnie. Dzięki tym pieniądzom muzyk wyjechał na leczenie do Izraela. Wiosną wrócił do Polski kontynuować leczenie w Centrum Onkologii w Gliwicach. Niestety, mimo wysiłków lekarzy oraz wsparciu bliskich, 23-latek zmarł.
Modlitwy za śp. Konrada Nawarę odbędą się w sobotę 17 sierpnia i niedzielę 18:00 sierpnia o godzinie 18:00 w kościele w Olszówce oraz w poniedziałek 19 sierpnia o godzinie 18:00 w kaplicy w Mszanie Dolnej. Uroczystości pogrzebowe odbędą się we wtorek 20 sierpnia o godzinie 14:00 w kościele w Olszówce, o godzinie 13:00 tego dnia przed mszą św. pogrzebową odbędą się modlitwy.
Spełniamy prośbę pogrążonych w ogromnym smutku Rodziców Konrada Nawary, publikując ich podziękowania. Rodzce chcą, aby te słowa dotarły do wszystkich, którym Konrad był bliski i którzy w jakikolwiek sposób wsparli go w jego walce z chorobą.

Drodzy nasi Przyjaciele, Kochani Dobroczyńcy,
16 sierpnia br. nasze serca przeszył ból nieporównywalnie większy od tego, który odczuwałam jako matka podczas przyjścia Konrada na świat. W tym dniu towarzyszyliśmy naszemu pierworodnemu Synkowi w ostatniej chwili Jego ziemskiego życia. Wtedy, niemal 24 lata temu, z naszych oczu popłynęły łzy szczęścia, a serce zapłonęło taką miłością, jaką znają tylko rodzice. W piątkowe popołudnie nasze oczy wypełniły łzy smutku i rozpaczy, a serca pękły, bo po ludzku nie wytrzymały tej ogromnej straty.
Razem z naszym Synem, Konradem, przeżyliśmy 23 wspaniałe
lata, ale ostatnie trzy z nich wrosły w nasze serca szczególnie. Codziennie
towarzyszyliśmy naszemu Synowi w walce o największe z jego marzeń. W tej
trudnej drodze nie byliśmy jednak sami. Spotkaliśmy osobiście wiele osób, które
pomagały nam każdego dnia toczyć bój o powrót Konrada do zdrowia.
Doświadczyliśmy wsparcia ludzi których znaliśmy, osób poznawanych podczas
kolejnych etapów leczenia naszego Syna i całej rzeszy ludzi, których jeszcze
nie poznaliśmy i pewnie nigdy nie będzie nam dane się z nimi spotkać. Wam
wszystkim, bez wyjątku, wyrażamy swoją ogromną wdzięczność za każdy przejaw
życzliwości, wsparcia i pomocy. Z głębi naszych złamanych bólem rodzicielskich
serc dziękujemy personelowi Szpitala im. Rydygiera w Krakowie, Sheba Medical
Centel w Tel Avivie i Centrum Onkologii w Gliwicach za wspaniałą opiekę nad
naszym dzieckiem, każde słowo pokrzepienia i wszelką okazaną nam przez te lata
pomoc oraz każdy kolejny dzień, który dzięki Wam mogliśmy przeżyć z naszym
Synem. Słowa szczególnego dziękczynienia kierujemy do Przyjaciół Konrada,
którzy zainicjowali i przeprowadzili zbiórkę pieniędzy na jego leczenie.
Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy otworzyli swoje serca i hojne dłonie, wsparli
ten cel finansowo i organizacyjnie. To dzięki Wam przez kolejne dni żyła z nami
Nadzieja. Dziękujemy tym, którzy pomogli
nam w trakcie zagranicznego leczenia Konrada. Co dzień ogarniamy Was wszystkich
swoją modlitwą przedkładając Panu wszelkie dobro, którego od Was
doświadczyliśmy.
Nasz Syn, Konrad, odszedł świadomie – pogodzony z wolą Ojca przyjął
do swojego serca Pana Jezusa i pożegnał się z nami. Do ostatnich chwil dzielnie
czekał, aż wokół jego szpitalnego łóżka zgromadzi się cała Rodzina. Zmarł
spełniony, bo po wielu trudnych godzinach przepełnionych nadzieją połączoną z
ogromną determinacją i bólem kolejnych wyzwań, pokonał największego ze swoich
ziemskich przeciwników. W chwili śmierci w Jego organizmie nie było ani jednej
komórki nowotworowej. To, o co tak dzielnie walczył przez trzy ostatnie lata
swojego życia, stało się Jego udziałem. Niestety Jego ciało okazało się zbyt
słabe, aby udźwignąć ciężar kilkuletniego leczenia. Jak każdy młody człowiek
miał swoje plany na przyszłość. Nie wyobrażał jej sobie bez swojej ukochanej
muzyki. Już po diagnozie zaczął przygotowywać swoje własne studio nagrań. Swoje
plany musiał jednak odłożyć… Wierzył, że dzięki doświadczeniom choroby stał się
innym człowiekiem. Nigdy się nie załamał, ale przyjmował swoje cierpienie z
godnością; po swojemu odczytał jego sens. Do jednej z zaprzyjaźnionych sióstr
zakonnych napisał: Przez całą tę chorobę
zrozumiałem, że to nie kara, tylko łaska od Pana Jezusa. Szczególnie któregoś
dnia trafiła do mnie jedna z Ewangelii św. Łukasza, 13. Piękna interpretacja
tego, że Pan Jezus właśnie dopuszcza takie drzewo figowe w naszym życiu, jako
chorobę w moim przypadku. Drzewo figowe było tam zbędne i robiło tylko szkodę,
bo zabierało wodę spod winorośli, ale ostatecznie każdy dobry ogrodnik wie, że
dzięki temu drzewu cała winnica jest chroniona przed ptakami, które wolą zjadać
owoce figowca niż niszczyć winogrona. Tak też u mnie figowiec ma być tym,
dzięki czemu zbliżę się do Pana Jezusa, i tak się stało. Odkąd zachorowałem
całkiem inaczej postrzegam świat i przede wszystkim zanurzyłem się w czytanie
Ewangelii, które otworzyło mi oczy i znalazłem prawdziwą wiarę i głęboką
modlitwę. Trzeba mi było oczywiście pomocy w tym, ale w Internecie można
znaleźć wiele ciekawych tłumaczeń i osób duchownych, które potrafią poprowadzić
właściwą ścieżką. Dziękuję siostro za te wszystkie modlitwy i za całe
zaangażowanie, na pewno pomogło i dzięki temu mogę teraz iść w kolejny etap
leczenia. Chwała Panu! Swoją radość z każdej poprawy, najmniejszego nawet
postępu w leczeniu dzielił z wszystkimi przekazując te dobre informacje za
pośrednictwem mediów społecznościowych. Ból, niewyobrażalne cierpienie i
niepowodzenia w podejmowanych próbach leczenia znosił w samotności. Sam ciężko chory,
zarażał optymizmem innych, mobilizował do podjęcia swojej walki o zdrowie tych,
których spotkał na szpitalnych łóżkach, angażował się w pomoc potrzebującym i
zachęcał innych do okazania wsparcia. Ani przez moment nie zapominał o tych, od
których otrzymał pomoc. Pozostawił po sobie niezapisany testament, który wypełnić
mają ludzie dotknięci chorobami. Chciał, aby nikt nigdy nie zawahał się walczyć
o siebie; żeby chorzy się nie poddawali i odważnie podejmowali nowatorskie
terapie, aby wykorzystali każdą szansę na powrót do zdrowia. Pokazał wszystkim,
że jeśli się czegoś naprawdę pragnie, tak z całego serca, to jest możliwe do
osiągnięcia; dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. I to przesłanie
Konrada dzisiaj Wam przekazujemy.
Jesteśmy przekonani, że każdego z Was, Drodzy Przyjaciele,
nasz ukochany Syn otoczy swoją opieką, tam, z góry…
Przepełnieni
wdzięcznością
Maria i Piotr Nawarowie, rodzice Konrada
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze