Pięciu motocyklistów poruszających się po lesie w Lubniu nie zatrzymało się do kontroli. Podczas interwencji jeden z nich miał celowo najechać na komendanta Straży Leśnej Nadleśnictwa Myślenice. Funkcjonariusz doznał otarć, zasinień i urazów stawów. – Gdyby nie uskoczył, mogłoby się to skończyć o wiele gorzej – mówi w rozmowie z Myślenice iTV Mariusz Bartosiewicz, nadleśniczy Nadleśnictwa Myślenice.
Do zdarzenia doszło w niedzielę, 23 sierpnia, w lesie na terenie miejscowości Lubień, na gruntach Skarbu Państwa zarządzanych przez Nadleśnictwo Myślenice. Patrol z udziałem funkcjonariuszy Służby Leśnej oraz policji prowadził działania wymierzone w nielegalne poruszanie się pojazdami silnikowymi po terenach leśnych.
Jak relacjonuje nadleśniczy Mariusz Bartosiewicz, patrol próbował zatrzymać pięciu motocyklistów poruszających się po terenie leśnym.
Pojazdy miały być nieoznakowane, natomiast ich kierowcy byli trudni do rozpoznania ze względu na kaski i gogle.
Podczas próby zatrzymania funkcjonariusze stanęli na drodze przejazdu motocyklistów. Według relacji nadleśniczego kierujący nie zatrzymali się, lecz próbowali przejechać pomiędzy interweniującymi funkcjonariuszami.
– Zdarzenie miało charakter celowego potrącenia funkcjonariusza Straży Leśnej – mówi Mariusz Bartosiewicz.
Najbardziej niebezpieczny moment interwencji dotyczył komendanta Posterunku Straży Leśnej Nadleśnictwa Myślenice.
Jak wynika z relacji nadleśniczego, jeden z motocykli przemieszczał się bezpośrednio w jego kierunku. Funkcjonariusz, próbując się obronić i zatrzymać pojazd, chwycił za jego kierownicę.
Komendant doznał zasinień, otarć naskórka oraz nadwyrężenia stawów. Obrażenia nie wymagały zwolnienia lekarskiego.
– Gdyby nie uskoczył, mogłoby się to skończyć o wiele gorzej dla funkcjonariusza Służby Leśnej – podkreśla nadleśniczy.
Na razie nie wiadomo, kim byli motocykliści uczestniczący w zdarzeniu.
Mariusz Bartosiewicz wskazuje, że możliwości ustalenia ich tożsamości są ograniczone. Kierujący mieli zasłonięte twarze, a motocykle nie posiadały oznaczeń pozwalających na ich łatwą identyfikację.
– Na ten moment nie ma takich technicznych możliwości, żeby ustalić sprawców. To byli sprawcy zamaskowani, poruszający się nieoznakowanymi pojazdami – mówi nadleśniczy.
W patrolu uczestniczyli również funkcjonariusze policji. Nadleśniczy zaznaczył jednak, że nie posiada obecnie informacji o dalszych czynnościach, które pozwoliłyby ustalić tożsamość motocyklistów.
Niedzielne zdarzenie nie jest według Nadleśnictwa jednostkowym przypadkiem.
– Z takimi zdarzeniami niestety mamy bardzo często do czynienia – przyznaje Mariusz Bartosiewicz.
Problemem mają być przede wszystkim motocykle crossowe i quady poruszające się poza miejscami, w których ruch takich pojazdów jest dozwolony.
Nadleśniczy określa nielegalne przejazdy po lasach jako „plagę”. Zwraca uwagę, że zatrzymanie takich osób jest znacznie trudniejsze niż podczas zwykłej kontroli drogowej.
– Pobłażliwość przepisów, nierejestrowanie pojazdów, anonimowość, działanie często w zorganizowanej grupie sprzyjają tego typu sytuacjom – wskazuje.
Dodatkowym problemem jest sam teren. Crossy i quady są pojazdami pozwalającymi na szybkie przemieszczanie się po drogach i ścieżkach leśnych, a ich użytkownicy nie zawsze reagują na polecenia zatrzymania.
Po zdarzeniu w Lubniu Nadleśnictwo Myślenice nie planuje na razie znaczącego zwiększenia liczby patroli.
Jak wyjaśnia nadleśniczy, działania są prowadzone systematycznie, ale ich częstotliwość ograniczają możliwości kadrowe.
– Tych patroli staramy się robić tyle, ile tylko możemy, korzystając z naszych zasobów personalnych. To są działania systematyczne i permanentne – mówi Bartosiewicz.
Jednocześnie przyznaje, że obecne możliwości przeciwdziałania nielegalnym przejazdom nie są wystarczająco skuteczne.
Nadleśnictwo nie zamierza także stosować metod, które mogłyby doprowadzić do poważnego wypadku.
Leśnicy nie podejmują siłowych prób zatrzymywania crossów i quadów m.in. poprzez rozwiązania, które przy dużej prędkości mogłyby spowodować upadek kierującego.
– Nie podejmujemy siłowych prób zatrzymania, ponieważ nie chcemy, żeby się to skończyło tragedią – tłumaczy nadleśniczy.
Jak dodaje, używanie rozwiązań takich jak kolczatki mogłoby stanowić zagrożenie zarówno dla funkcjonariuszy, jak i osób poruszających się motocyklami.
– Nie eskalujemy naszych działań, natomiast staramy się przeciwdziałać, na ile jest to z naszej strony możliwe – podsumowuje Mariusz Bartosiewicz, nadleśniczy Nadleśnictwa Myślenice.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze