Nie ulega wątpliwości, że Bronisław Chromy, był jeśli nie największym, to jednym z największych rzeźbiarzy w historii Polski. Autor m.in. kultowego już Smoka Wawelskiego, oraz jeden z założycieli „Piwnicy pod Baranami” urodził się w Leńczach wchodzących w skład sąsiedniego dla nas powiatu wadowickiego, gminy Kalwaria Zebrzydowska. Tworzył nie tylko w Polsce, jego pracę znaleźć można we właściwie każdym zakątku świata. Artysta odszedł do domu Pana w roku 2017 w wieku 91 lat.
Podczas długiej rozmowy Ryszard Kościelny, 74- letni pasjonat malarstwa oraz poezji opowiedział mi o życiu swojego wujka, który na stałe zapisał się w historii Polski. Wywiad powstał w oparciu o autobiografię Bronisława Chromego zatytułowaną „Kamień i Marzenie”.
Bronisław Chromy urodził się w 1925 roku w Leńczach, będących tak wtedy, jak i teraz, miejscowością, której teren przeznaczony został na uprawy rolne. Jego przygoda, a właściwie autobiografia rozpoczyna się historią, w której w młodości niemal utonął, został jednak uratowany przez pilnującego go wtedy cieślę. „mały Bronek” już wtedy wykazywał zainteresowanie sztuką. Jako narrator wspomina wykonywane przez niego rysunki na okiennych szybach które latem szybko znikały, natomiast zimą jeden utrzymywał się często przez cały sezon. Przez wyskrobane szyby obserwował zwierzęta, które później utrwalał przy pomocy tego, co akurat znalazło się pod ręką. W międzyczasie lubił słuchać historii opowiadanych przez ojca nazywanego „Amerykaninem” ze względu na miejsce jego pracy zanim zajął się uprawami, i żebraków którzy odwiedzali jego rodzinny dom.
Jakie jest pierwsze wspomnienie o Pana wujku, które przychodzi Panu do głowy?
Ryszard Kościelny: Moja babcia często wspominała o tym, że wujek w dzieciństwie kawałkiem nożyka rzeźbił różne zwierzątka w burakach, ziemniakach, i brukwi. Taki miał wtedy materiał na rzeźby. Kiedy byłem mały, odwiedzał nas przynajmniej dwa razy do roku. Zawsze przywoził mi cukierki. My też często odwiedzaliśmy go w trakcie okolicznościowych spotkań. Wujek był pracoholikiem. Rzeźbił również w niedzielę. Nie odrywał się od pracy. Zdarzało się, że siedzieliśmy razem, a jemu coś nagle przyszło do głowy i znikał. Pojawił się pomysł, więc uciekł do pracowni. W podeszłym wieku, ciocia zamykała drzwi prowadzące z domu od razu do pracowni, bo wnosił pył. Nigdy nie nosił sznurowanych butów. Ubrania go nie interesowały, więc nie przywiązywał do nich większej wagi. Podobnie było z pieniędzmi. Potrzebny mu był tylko brąz, glinka, talk, i pomysł. Ale o tym, czym się zajmuje najwięcej mówiły jego dłonie; ogromne, i bardzo szorstkie. Nigdy nie palił, tylko raz napił się wina. Był surowy, ciężko było zdobyć jego zaufanie, ale lubił też żartować. Kiedyś zapytałem go „wujek, nie palisz?” a on na to „Pan Bóg mi komina nie przyspawał".
„Małego Bronka” wojna przywitała w wieku 14 lat, a jeden z jego braci, Władysław Chromy zginął zamordowany przez Niemców podczas przymusowych prac przy budowie okopów. Chłopiec ze względu na wiek uniknął poboru. W trakcie okupacji przyszły rzeźbiarz dostarczał partyzantom chleb, oraz tworzone przez brata kolczyki służące do znakowania zwierząt dla miejscowej ludności. W swojej autobiografii wspomina sytuację, w której jego życie, po raz kolejny, mogło skończyć się przedwcześnie. Od aresztowania, już po znalezieniu się w wozie służącym do wywózki ludności uratował go jednak siłą wcielony do niemieckiej armii Polak.
Brat Bronisłąwa Chromego, Jan Chromy pracował w Wytwórni Medali Artystycznych Jana Tieslera w Krakowie, którą poźniej zresztą zarządzał. To właśnie tam, po wojnie odkryto talent Bronisława, który w pierwszej kolejności decyzją mamy został przypisany do pracy w polu. O wykonaniu z pamięci w formie testu medalu uwieczniającego twarz zmarłego ojca poinformowano profesora ASP, oraz znanego rzeźbiarza Karola Hukana , który osobiście postanowił to sprawdzić, a następnie skierować Bronisława Chromego na studia. Ze względu na brak matury pomysłodawca „Piwnicy Pod Baranami” skierowany został do średniej szkoły plastycznej. Uwiecznianie pamięci o poległych w wojnie stało się później częstym motywem w pracach artysty, który w trakcie swojej kariery stworzył m.in. „Cykl Oświęcimski” czy „Pomnik Partyzantów” postawiony w miejscu krwawej bitwy w lasach Janowskich. Po zdobyciu matury Bronisław Chromy kontynuował studia na ASP w Krakowie gdzie dostrzegł go Xawery Dunikowski. Lata edukacji połączonej z pełnoetatową pracą w różnych miejscach odbiła się na zdrowiu Bronisława Chromego, który nabawił się w ten sposób problemów z krążeniem”
Czy wujek wspominał o wojnie?
„Mój tata przeżył front, podobnie wujek Jasiek, więc u mnie w domu w trakcie spotkań trwały żywe dyskusje na temat np. Katynia, czy innych wydarzeń. Temat wojny na imieninach zawsze był na pierwszym miejscu. Wspominał głód. Akurat oni sobie radzili. Mieli dom na uboczu, i gospodarstwo, więc mieli co jeść. W czasie większego urodzaju część plonów zakopywali, część musieli oddać. Wujek Władysław zabity został podczas budowy okopów. Miał wtedy około 20 lat. Zasłabł w słońcu, a żołnierz, żeby go pośpieszyć uderzył go kolbą w tył głowy. Wujek Jan zamontował matrycę i dorabiał kolczyki, a Bronek dostarczał je mieszkańcom Leńcz. W taki sposób obchodzili konfiskatę wyrośniętych zwierząt. Rodzice wspominali to tak „Przychodził żołnierz do chlewu po czterech miesiącach, a świnia dalej była mała, więc ją zostawiał”.
W czasie wojny do mojej mamy przyjeżdżał oficer partyzancki, któremu przywoziła gazetki z Krakowa drukowane na Montelupich. Niemcy zorientowali się, że mają pod sobą fabrykę dopiero wtedy, kiedy zapaliła się terpentyna. Wujek nie sprzedawał Niemcom swoich prac. Raz zrobił wyjątek, nie został wypłacony do końca. Widział śmierć na własne oczy. Miał do nich uraz, podobnie jak cała rodzina ale zawsze powtarzał, że człowiek to człowiek, i nie można wrzucać wszystkich do jednego wora. ”
A jak wyglądał okres powojenny w życiu Bronisława Chromego?
„Mój wujek miał przykre doświadczenia z Polską Ludową. Jeszcze w czasie studiów obiecał sobie, że nigdy nie dołączy do partii Komunistycznej. Próbowali go później do tego namówić. Jako student został złapany i pobity, a następnie sądzony. Był świadkiem, jak Milicja Obywatelska okładała pałkami kobietę. Zasłonił ją. Później w tłumie ktoś krzyknął „Precz z Komuną”. Nie wiedzieli kto, ale z postury miał przypominać Chromego. Został pobity, a następnie aresztowany. Sądził się kilka lat, i wygrał tę sprawę. Na szczeblu partyjnym wstawił się za nim Xawery Dunikowski. Wujek już wtedy był cenionym artystą. Udowodniono fałszywe zeznania oskarżycieli. Komuniści wręczyli mu za to „Gazika”. Później żartował, że mocniej biła go powrozem jego mama. (Bronisław Chromy w książce wspomina tę sytuację nie tylko jako przykład, jak działały wtedy władze, ale też jako jedną z pierwszych spraw sądowych zwyciężonych przez cywila. W trakcie rozprawy z dziesięciu świadków miało zgłosić się tylko kilku, część zmieniła zeznania, reszta natomiast okazała się niewiąrząca).
Czy pamięta Pan moment tworzenia „Pomniku Braterstwa”, który zaprojektowany i stworzony został przez Pana wujka?
(Pomnik uwiecznia stojących razem żołnierzy Polskiego oraz Radzieckiego. Bronisław Chromy w trakcie prac zmuszony został przez władzę do przeprojektowania pomnika ku pamięci odwagi polskich żołnierzy, na pomnik symbolizujący braterstwo Polaków oraz okupanta.)
„Zawsze powtarzał, że żołnierze nie mają nic wspólnego z polityką. Nie ważne, z której byli strony, ginęli razem. Za każdym razem wspominając o wojnie podkreślał, że prosty żołnierz nie ma nic wspólnego z partią. Wykonuje rozkazy. Jego zdaniem polityka zawsze miała drugie dno. Ginęli niewinni, na zlecenie kogoś u góry”
„Pomnik Braterstwa” nie był jedyną sytuacją, w której polityka w tamtym okresie miesza się ze sztuką. Podczas opisu podróży przez Włochy wspomina rozmowę z fanem, który poinformował go, że jego „Trzecia Nagroda” w konkursie plastycznym była jedyną niezwiązaną z polityką. Pierwszą wręczono Włochowi, bo konkurs był Włoski, druga z kolei była nagrodą polityczną. W swojej autobiografii prof. Chromy wspomina również jak znalazł się w kotle „UB”, przez który z powodu przymusu milczenia miał on problemy z uczelnią. Opisuje też swoją działalność w kole „Wici” w ramach którego razem z innymi organizowali w Leńczach przedstawienia oraz występy muzyczne. W pamięć zapadł mu zatarg z partyzanckim ugrupowaniem „Ognia” podczas jednego z koncertów, oraz problem prawny związany z nie złożeniem mimo nakazu pamiątkowej broni po bracie Władysławie. W swoim życiu Bronisław Chromy przeżył wiele sytuacji, które mogły skończyć się zupełnie inaczej. Ciężka praca oraz upór poskutkowały spełnieniem marzenia o zostaniu artystą, a opisując własną edukację rzeźbiarz nie zapomina o wyrzeczeniach oraz trudzie, ale także wsparciu od prof. Xawerego Dunikowskiego, który szybko poznał się na talencie Bronisława. Chromy opisuje Dunikowskiego przy pomocy czterech reprymend, które miał od niego otrzymać podczas zajęć na uczelni. Druga z nich miała zabrzmieć „Tyle co Michał Anioł już potrafisz, tylko co dalej?”. Już w okresie studiów Bronisław Chromy wygrywał kolejne konkursy zyskując uznanie. W końcu został profesorem uczelni, w której uczono go fachu.
Pana wujek był zaangażowany w działalność charytatywną.
Tak, poza wsparciem młodych artystów zajmował się organizowaniem zbiórek dla potrzebujących. On pierwszy wpadł na pomysł organizowania zajęć plastycznych dla niewidomych. Tworzyli sztukę tylko przy pomocy zmysłu dotyku. Był też pomysłodawcą, i jednym z założycieli Piwnicy pod Baranami. Kiedyś ktoś zapytał go, dlaczego wyrzeźbił głowy wszystkich założycieli poza swoją. Odpowiedział „Bo moja jest zawsze na karku”. Raz udostępnił mi też muzeum do zorganizowania wystawy kółka plastycznego ze Skawiny dla Fundacji „Mimo Wszystko”wspierającej dzieci niepełnosprawne. Występowały razem z Jerzym Trelą, i Panią Dymną, a następnie odbyła się licytacja ich rysunków.
Czy myśli Pan, że wujek Bronisław Chromy miał wpływ na Pana zainteresowanie sztuką?
Być może genetycznie. Od dziecka lubiłem malować. Wujek organizował wystawy moich obrazów. Później zająłem się pracą, otworzyłem swój biznes żeby stanąć na nogi. Wujek Stefan też pięknie malował, i śpiewał. Na jego grobie wujek Bronisław wyrzeźbił Jezusa wychodzącego z groty. U nas w rodzinie prawie każdy zajmuje się tworzeniem. Jak powtarzał wujek „Sztuka żyje ze sztuki”. Żeby wypromować swoją sztukę trzeba mieć bardzo duże plecy, i bardzo dużo szczęścia. Wujek wiedział, że miał szczęście. Ja założyłem rodzinę, i chciałem ją utrzymać. Pewnego razu otrzymałem od wujka statuetkę z uznaniem mojej artystycznej pracy.
Po ukończeniu studiów Bronisław Chromy był już bardzo znanym rzeźbiarzem , a jego kolejne prace pojawiały się w Krakowie niemal hurtowo. Wiele z nich stoi również w Leńczach. Gdyby wymienić najbardziej znaną rzeźbę Chromego, pewnie byłby to właśnie kultowy Smok Wawelski, który początkowo miał „spoglądać” na Wawel z rzeki Wisła, podpierając się brzegu przednimi łapami. Ze względu na zbyt duży budżet projekt ten został jednak odrzucony i postawiono na posąg przed Smoczą Jamą. Jest on także autorem kilku rzeźbionych w kamieniu drzwi kościelnych, które, szczególnie w Tarnowie mocno przyczyniły się do promocji parafii. Zwieńczeniem jego życia była galeria zorganizowana w formie „odżywienia” starej zamkniętej muszli koncertowej służącej za mieszkanie bezdomnych. Właśnie w tamtym miejscu Bronisław Chromy, już jako zasłużony artysta, który zwiedził cały świat zyskując sławę również w Azji, tworzący rzeźby do filmu „Faraon” na pustyni w czterdziestu stopniach, otworzył własną, zaprojektowaną przez siebie galerię sztuki. Na miejsce to złożyła się praca wielu osób, każda wymieniona została w autobiografii artysty. Przyznał również, że jego „skromny datek” (wg rodziny ponad półtorej miliona złotych) także przyczynił się do powstania tego miejsca.
Bronisław Chromy przeżył wojnę, Polskę Ludową i dożył czasów nowoczesnych. Jak postrzegał rozwój świata?
W kontekście polityki mało go to interesowało. Natomiast rozwojem ogólnym i technologią był żywo zainteresowany. Wujek malował też obrazy. Na jednym uwiecznił kosmiczną przestrzeń, a w jej wnętrzu niemowlaka. Później powiedział „Tyle znaczy człowiek w całym kosmosie”. Technologia to jedno. Ale wujek lubił towarzystwo natury. Malował, i rzeźbił dużo zwierząt. Kiedy przyjeżdżaliśmy do niego pytał „Jak tam Babia Góra? Dalej taka biała?”. Jak on przyjeżdżał, to szedł do okna i patrzył na nią.
A co z ludźmi?
Lubił tych pracowitych, tęgiej postury. Był bardzo nieufny. Kiedy urodził się mój drugi syn wujek przyszedł,rozwinął niemowlę i powiedział „Faktycznie chłopak”. Miał wielu studentów, ale tylko jeden zrobił na nim naprawdę duże wrażenie. Starał się mu pomagać jak tylko mógł. Kiedy już otworzył swoją galerię w parku Decjusza, wystawiał tam wielu mniej znanych malarzy. Mnie też się udało załapać <śmiech>.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze