Reklama

Dr Mateusz Łabuz: Przed Waszą Erą to książka o człowieku. O tym, co się dzieje z nami w świecie, w którym granica między tym, co prawdziwe i syntetyczne, zaczyna się rozmywać

Dr Mateusz Łabuz to pochodzący z gminy Lubień ekspert zajmujący się sztuczną inteligencją, deepfake’ami, cyberbezpieczeństwem i dezinformacją. Jako naukowiec Instytutu Badań nad Pokojem i Polityką Bezpieczeństwa przy Uniwersytecie w Hamburgu bada wpływ nowych technologii na społeczeństwo, bezpieczeństwo i współczesne media. Jest również autorem książki o człowieku w świecie AI, ChatGPT i mediów syntetycznych.

Dr Mateusz Łabuz - naukowiec w Instytucie Badań nad Pokojem i Polityką Bezpieczeństwa przy Uniwersytecie w Hamburgu (IFSH), gdzie kieruje projektem Międzynarodowe Cyberbezpieczeństwo. Autor książki „Przed waszą erą. Człowiek w syntetycznym świecie deepfake'ów, ChataGPT i sztucznej inteligencji” (Wydawnictwo Filia, 2026). Jest ekspertem m.in. Fundacji Obserwatorium Demokracji Cyfrowej, Fundacji im. Pułaskiego i think-tanku Future Shift Labs. Wykłada przedmioty związane z nowymi technologiami na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej. Jest członkiem powołanego przez Ministra Sprawiedliwości Zespołu do spraw bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w świecie cyfrowym. Zanim dołączył do IFSH, przez wiele lat był zawodowym dyplomatą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i pracował w Ambasadzie RP w Berlinie, odpowiadając za dział polityki bezpieczeństwa. Uzyskał stopień doktora na Uniwersytecie Technicznym w Chemnitz, gdzie zajmował się badaniami nad deepfake’ami i mediami syntetycznymi. Jego zainteresowania badawcze obejmują wpływ sztucznej inteligencji na procesy społeczne, a także nowe trendy w obszarze dezinformacji i wojny kognitywnej. Od ponad dwudziestu lat prowadzi jeden z największych polskich serwisów poświęconych historii II wojny światowej WarHist.pl.

27 maja ( data publikacji tego artykułu nie jest zatem przypadkowa) swoją premierę ma książka "Przed waszą erą". W związku z tym wydarzeniem, zadaliśmy kilka pytań jej autorowi. 

Reklama

Zanim porozmawiamy o sztucznej inteligencji, cofnijmy się do Pana dzieciństwa. Jakim był Pan dzieckiem i czy już wtedy pojawiały się książki, opowieści albo marzenia o pisaniu?


Podobno nieco krnąbrnym, a na pewno rozgadanym. Zostało mi zresztą do dzisiaj, że za dużo gadam. Od małego fascynowałem się książkami, co potem przerodziło się w pasję ich kolekcjonowania. Moi bliscy coś o tym wiedzą, bo teraz nie mamy już gdzie trzymać tych wszystkich książek. A marzenia o pisaniu pojawiły się stosunkowo wcześnie i nawet teraz ciągle rozpatruję pisanie właśnie jako spełnianie dziecięcego marzenia. W podziękowaniach dołączonych do „Przed Waszą Erą” wspominam zresztą, że jako pięciolatek poprzepisywałem literki z książki o planetach, spiąłem je w mały zeszycik i mówiłem wszystkim, że to książka, którą napisałem. Pamiętam, że jechaliśmy z mamą autobusem do Nowego Sącza i opowiadałem jej o tym głośno, licząc, że ktoś to usłyszy i to moje „dzieło” wyda. No cóż, nie wydał, a na Wydawnictwo Filia czekałem przeszło trzydzieści lat.

Reklama

 

Jak potoczyła się zatem Pana edukacja, a później kariera?

Sporo tego było po drodze: powiedzmy, że zaczęło się od liceum w Myślenicach, potem studia w Krakowie, a następnie trafiłem do sektora prywatnego. Później do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie skończyłem Akademię Dyplomatyczną i przez siedem lat pracowałem jako dyplomata, z czego ponad 4 lata spędziłem w Ambasadzie RP w Berlinie. To był niezwykle ciekawy okres, zwłaszcza że zajmowałem się polityką bezpieczeństwa, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę. Chyba nigdy nie pracowałem tak dużo jak wtedy. Po drodze współorganizowałem dwa szczyty Trójkąta Weimarskiego – świetne doświadczenia, które ukształtowały mnie jako człowieka i autora. Od 2024 roku jestem w instytucie naukowym IFSH. W międzyczasie zrobiłem doktorat na Uniwersytecie Technicznym w Chemnitz, gdzie pisałem o deepfake’ach i ich regulowaniu.

Reklama

 

Skąd wzięły się zainteresowania właśnie tematami związanymi z polityką bezpieczeństwa?

Myślę że to naturalna kombinacja różnych czynników zawodowych i osobistych. Przy okazji pracy w Ambasadzie RP w Berlinie zajmowałem się również nowymi technologiami i z zaciekawieniem obserwowałem rozwój sztucznej inteligencji. Deepfake’i interesowały mnie niemal od początku pojawienia się tego zjawiska, a gdy szukałem tematu na doktorat, definiowanie i regulowanie syntetycznych mediów wydawało się naturalnym krokiem. Przyszłościowym, a przy tym ważnym społecznie.

Reklama

 

Jak to się stało, że został Pan powołany do zespołu przy Ministerstwie Sprawiedliwości, który będzie zajmował się bezpieczeństwem dzieci w świecie cyfrowym? Jakie będą dokładnie zadania tego zespołu?

Zespół został powołany przez Ministra Sprawiedliwości w marcu tego roku, głównie ze względu na narastającą presję związaną z koniecznością uregulowania deepfake’ów w polskim prawie. W jego skład wchodzi pięć osób: przedstawiciele sądownictwa, prokuratury, adwokatury oraz środowiska akademickiego. Mimo wykształcenia prawniczego nie jestem karnistą, nie czuję się samodzielnie na siłach, by w jakikolwiek sposób reformować prawo karne. Swoją rolę w Zespole widzę jako wsparcie merytoryczne właśnie dla karnistów, głównie w zakresie rozumienia zagrożeń związanych z rozwojem syntetycznych mediów. Tego w dużej mierze dotyczyć będą nasze propozycje. Mandat mamy zakreślony dość szeroko, ponieważ chodzi o wszechstronne bezpieczeństwo dzieciaków w świecie cyfrowym. Problem w tym, że musimy priorytetyzować zadania, nie da się w tak krótkim czasie zająć absolutnie wszystkim. Na ten moment pracujemy nad zmianami konkretnych przepisów w kodeksie karnym oraz rekomendacjami dla polskich instytucji w obszarze ochrony dzieci i ich funkcjonowania w sieci. Co istotne, wszyscy pracujemy w Zespole w czynie społecznym, pro bono, i w całkowitym oderwaniu od agendy politycznej. W Polsce panuje bowiem konsens co do tego, że dzieci w świecie cyfrowym należy chronić zdecydowanie lepiej, a zagrożenia będą coraz większe.

Reklama

 

Jak bardzo nie tylko dzieci, ale my wszyscy jesteśmy w XXI wieku zdominowani właśnie przez świat cyfrowy?

Często mówimy o dzieciach i młodzieży, ale problemy świata cyfrowego dotyczą nas wszystkich i musimy sobie zdawać z tego sprawę. My, dorośli, także dokładamy cegiełkę do zaburzenia równowagi między tym co online i offline. My też scrollujemy kompulsywnie, sprawdzamy powiadomienia co kilka minut, uzależniamy poczucie własnej wartości od reakcji innych ludzi i coraz częściej funkcjonujemy w rytmie wyznaczanym nam przez algorytmy. Technologia w dużej mierze tworzy ramy środowiska, w którym żyjemy i nie możemy o tym zapomnieć. W książce piszę o tym, że algorytmy nie tylko pokazują nam konkretne treści, ale też poprzez intensywne interakcje uczą nas określonego sposobu myślenia, reagowania i przeżywania emocji. Zaczynamy dostosowywać się do logiki maszyn i robimy to od wielu lat. Piszemy pod algorytmy. Czasem nawet czujemy pod algorytm.

Reklama

 

Czy jest jakiś złoty środek, który pozwala w tym temacie zachować równowagę?

Nie ma magicznej recepty. Ale jest jedna bardzo ważna rzecz: konsekwentne budowanie świadomości. Chodzi o to, by w ogóle dostrzec, co się z nami dzieje i jak mocno ugrzęźliśmy już w świecie cyfrowym, czasem wręcz zaniedbując rzeczywistość pozacyfrową. Paradoksalnie w syntetycznym świecie coraz większym luksusem staje się zwykła obecność drugiego człowieka i umiejętność docenienia tego, co przez wieki było naszą domeną. Rozmowa, budowanie prawdziwych relacji. Tak, często niedoskonałych, często trudnych. Ale ludzkich. Jestem przekonany, że potrzebujemy na co dzień takich małych aktów buntu wobec cyfrowego świata, by przypomnieć sobie, co znaczy być człowiekiem i być z człowiekiem.

Reklama

 

Kiedy przyszedł ten moment, w którym pomyślał Pan: „Mam coś ważnego do opowiedzenia. Chcę napisać książkę”?

To nie był jeden konkretny moment. Raczej narastające poczucie, że dzieje się coś istotnego, a my trochę przechodzimy nad tym do porządku dziennego, a z drugiej strony nie do końca potrafimy się w tym nowym świecie odnaleźć. Pamiętam, że bardzo mocno uderzyło mnie, jak szybko zaczęliśmy traktować rozmowy ze sztuczną inteligencją jako coś zupełnie naturalnego. Dzisiaj ludzie pytają ChatGPT o sens życia, proszą o wsparcie emocjonalne, budują z nim głęboko intymne relacje, a czasem wręcz traktują go jako powiernika czy terapeutę. Nie chciałem pisać kolejnej książki o technologii, dlatego „Przed Waszą Erą” to przede wszystkim książka o człowieku. O tym, co się dzieje z nami w świecie, w którym granica między tym, co prawdziwe i syntetyczne, zaczyna się rozmywać. Co istotne, nie pisałem po to, żeby straszyć, ale żeby spróbować ukazać moment historyczny, w którym właśnie jesteśmy, i zwrócić uwagę odbiorców na to, że wciąż mogą samodzielnie decydować. Że to wciąż nasza era – nawiązując do tytułu książki – ale krok po kroku tracimy kontrolę i sami wyzbywamy się naszej wyjątkowości, oddając symboliczne stery algorytmom i ich twórcom.

Reklama

 

 

Świat deepfake’ów, ChataGPT i sztucznej inteligencji – jaki to świat, na jakie pytania znajdziemy odpowiedź w Pana książce?

To świat, w którym coraz trudniej odpowiedzieć sobie na bardzo podstawowe pytania: co jest prawdziwe, kto naprawdę do nas mówi i czy po drugiej stronie wciąż znajduje się człowiek. Wyobraźmy sobie, że umawiamy się z kimś przez internet. Pisze się fajnie. Ewidentnie coś kliknęło. A jaką mamy gwarancję, że po drugiej stronie nie znajduje się przypadkiem osoba, której wypowiedzi generuje ChatGPT albo jakiś inny model językowy? A może sami ulegliśmy już pokusie posiłkowania się chatbotami w codziennej korespondencji? Piszę zatem o deepfake’ach, syntetycznych relacjach, o influencerkach, które nie istnieją, a i tak wzbudzają ogromne emocje, o ślubach z chatbotami, cyfrowych „wskrzeszeniach” osób zmarłych, o terapii prowadzonej przy wykorzystaniu dużych modeli językowych, czy o tym, jak algorytmy zaczynają wpływać na nasze emocje i decyzje. Ale żeby było jasne – to nie jest książka technologiczna w sensie instrukcji obsługi sztucznej inteligencji, tylko rozbudowana opowieść o miejscu człowieka w świecie coraz mocniej zdominowanym przez technologie, przede wszystkim sztuczną inteligencję.

Reklama

 

Czy bardziej boi się Pan samej technologii, czy tego, jak człowiek może ją wykorzystać?

Zdecydowanie bardziej człowieka, choć nie uważam też, by twierdzenia o tym, że technologia jest neutralna były zawsze prawdziwe. Fakt, sztuczna inteligencja sama w sobie nie ma intencji. Nie jest dobra ani zła. Tyle że niektóre technologie są tworzone po to, by wprost krzywdzić innych ludzi. A takie technologie trafiają też w ręce ludzi, organizacji albo systemów politycznych, które chcą wykorzystać je do zdobywania wpływu, pieniędzy czy kontroli. Historia pokazuje, że praktycznie każda wielka technologia była używana zarówno do rzeczy niezwykłych, jak i bardzo niebezpiecznych. Internet miał demokratyzować wiedzę, a jednocześnie stworzył gigantyczny przemysł dezinformacji i kradzieży naszej uwagi. Sztuczna inteligencja to podobne zjawisko – może przecież pomagać lekarzom diagnozować choroby, ale sprzyja produkcji dezinformacji na skalę masową, oszustwom i podkopywaniu społecznego zaufania. Co gorsza, rozwój technologii jest dzisiaj dużo szybszy niż nasza zdolność do refleksji nad jej konsekwencjami i do adaptacji. Jesteśmy ciągle spóźnieni. Systemy państwowe wciąż nie wypracowały odpowiednich zabezpieczeń prawnych. Jako społeczeństwo często zachowujemy się trochę jak dzieci, które dostały zabawkę o niezwykłej sile rażenia i dopiero po czasie zaczynają zastanawiać się, co właściwie z nią zrobiły.

Reklama

 

Deepfake’i sprawiają, że obraz i głos przestają być oczywistym dowodem prawdy. Co to oznacza dla mediów, dziennikarstwa i zwykłych odbiorców informacji?

To gigantyczny kryzys zaufania, który dopiero się zaczyna. Przez dziesięciolecia obowiązywało przekonanie, że skoro coś zostało zarejestrowane na zdjęciu czy na nagraniu, to pewnie musiało się wydarzyć. Deepfake’i rozwalają ten mechanizm od środka. Dzisiaj można wygenerować praktycznie dowolną twarz, głos czy wypowiedź, i to w kilka sekund, przy użyciu darmowego, łatwo dostępnego oprogramowania. Co gorsza, to działa zwrotnie na cały ekosystem informacji. Ludzie przestają ufać także prawdziwym materiałom. A kłamcy zacierają ręce. Ktoś zostaje nagrany podczas kompromitującej sytuacji i może powiedzieć: „hej, to nie ja, to deepfake!”. A część ludzi mu uwierzy. W książce opisuję pojęcie „epistemicznej apokalipsy”. Brzmi dramatycznie, ale chodzi o coś trudnego do uchwycenia: moment, w którym społeczeństwo przestaje być w stanie odróżnić prawdę od fałszu i zaczyna kwestionować dosłownie wszystko. To ogromne wyzwanie dla mediów i dziennikarzy. Może się okazać, że za niedługo o naszym podejściu będzie decydować nie sam materiał, ale wiarygodność osób i instytucji, które go pokazują.

 

Czy sztuczna inteligencja jest dla Pana jako autora konkurencją, narzędziem, inspiracją, czy raczej tematem, który trzeba uważnie obserwować?

Teraz troszkę strach odpowiadać po tym, jakie cięgi za swoją wypowiedź na temat pracy ze sztuczną inteligencją zebrała Olga Tokarczuk. Zaryzykuję jednak szczerą odpowiedź. Dla mnie wszystkim po trochę. Pod wieloma względami jest narzędziem pomocnym. Potrafi przyspieszyć research, uporządkować informacje, a nawet pomóc w pracy koncepcyjnej. Ignorowanie tego byłoby po prostu nierozsądne, poza tym właśnie tym żyje społeczeństwo, więc dla mnie – jako naukowca i publicysty – jasnym jest, że muszę się bacznie przyglądać zmianom i rozwojowi technologii oraz rozumieć, w jaki sposób jest ona praktycznie wykorzystywana. Jednocześnie dla twórców to moment zwrotny. Po pierwsze, mam ogromne wątpliwości co do tego, jak powstały duże modele językowe, takie jak ChatGPT. Trenowano je na tym, co było w internecie, zasadniczo bez zgody samych twórców. Czy to etyczne? Z pewnością nie i rozumiem ogromne kontrowersje, które towarzyszą takiemu modelowi biznesowemu. Poza tym zasadniczo zmienił się sposób tworzenia informacji, które dzisiaj coraz częściej są generowane. Skoro każdy może wygenerować tekst, grafikę czy muzykę w kilka sekund, to zaczynamy inaczej patrzeć na ludzką twórczość.

 

Co to znaczy dla odbiorców?

Coraz ważniejsze staje się nie tylko „co” zostało stworzone, ale „kto” to stworzył i jakie doświadczenie za tym stoi. Karol Stryja, autor podcastu „99 Twarzy AI”, który wypowiadał się na łamach „Przed Waszą Erą”, podał mi fantastyczny przykład malarza, który tworzy pejzaż Beskidów. Kupując od niego obraz, kupujemy także pewne doświadczenie. Jego obcowanie z naturą. Coś, czego sztuczna inteligencja nam nie da. W syntetycznym świecie autentyczność może mieć ogromną wartość i nie wykluczałbym, że za niedługo będziemy promować to, co zostało „stworzone przez człowieka”. Sztuczna inteligencja może nawet sprawić, że będziemy tęsknić za czymś prawdziwym, niedoskonałym i ludzkim.

 

Do jakiej grupy odbiorców skierowana jest Pana książka?

Mówiąc wprost, do wszystkich. Przede wszystkim do ludzi, którzy czują, że technologia zaczyna zmieniać świat szybciej, niż jesteśmy w stanie to sobie uświadomić i na spokojnie przemyśleć. Starałem się pisać tak, żeby była zrozumiała dla każdego, kto choć trochę korzysta z internetu, mediów społecznościowych, może nawet chatbotów. Staram się tłumaczyć ten świat.


 

Co chciałby Pan, żeby czytelnik wyniósł po przeczytaniu tej książki?

Na pewno nie chciałbym, żeby czytelnik zamknął tę książkę z poczuciem strachu przed technologią. Bardziej zależy mi na refleksji i uważności. Chciałbym, żeby po przeczytaniu częściej zadawał sobie pytania: Kto wpływa na moje emocje? Czy to ja decyduję, jak mam myśleć? Ile moich codziennych decyzji jest naprawdę moich? Jestem techno-sceptyczny, to fakt, ale też jestem daleki od katastrofizmu. Historia pokazuje, że ludzie potrafią adaptować się do wielkich zmian. Wierzę, że również teraz mamy szansę znaleźć równowagę, ale tylko pod warunkiem, że nie zanurzymy się bezrefleksyjnie w syntetycznym świecie.


 

Kiedy odbędzie się oficjalna premiera publikacji? Czy planuje Pan jakieś spotkania autorskie?

Premiera 27 maja, a potem czeka nas bardzo dużo wydarzeń związanych z książką. Trochę promocji, a trochę dyskusji na tematy, które w niej poruszam. Nie mam wątpliwości, że są istotne społecznie. Mam zaplanowany szereg nagrań podcastów, wystąpień na konferencjach. Na pewno nie będę się nudzić. A 11 czerwca w Bibliotece Publicznej w Lubniu spotkam się z uczniami Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Lubniu. Porozmawiamy i o sztucznej inteligencji, i o nas samych, bo to właśnie o nas, ludziach, starałem się pisać. Od tych tematów jeszcze długo nie uciekniemy.

Życzymy zatem powodzenia i czekamy na kolejne ważne działania 

Dziękuję za zainteresowanie i rozmowę. 


 

 

 


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/05/2026 09:15
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Mateusz Łabuz - niezalogowany 2026-05-27 08:54:47

    Serdecznie dziękuję za świetną rozmowę! I oczywiście bardzo polecam książkę "Przed Waszą Erą. Człowiek w syntetycznym świecie deepfake'ów, ChataGPT i sztucznej inteligencji".

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo myslenice-itv.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości