O wspaniałej akcji niespodziance SŁODKO JEST POMAGAĆ w tym szczególnym dniu dla wszystkich pociech opowiada Dorota Ruśkowska oraz Renata Piekarz.
Dwa razy do roku organizujemy takie wizyty u chorych w szpitalach. Niemniej jednak są akcje, które obejmują ludzi ubogich i bezdomnych. I z tymi akcjami wychodzi Renia (Renata Piekarz – przewodnicząca Gminnego Klubu Wolontariatu Myślenice) z klubem wolontariatu.
Kiedyś było tak przed kilkunastoma latami, że ja jeździłam do Prokocimia z prezentami. Ale równocześnie budowałam tam ogród marzeń, który miał służyć dzieciom chorym onkologicznie, bo one tam nawet ławki nie miały... Więc cały nasz powiat, dobrzy ludzie zebrali się i udało się kupić całe wyposażenie ogrodu - ławki, huśtawki, kwiaty, itd. W momencie gdy zbudowaliśmy ten Ogród Dobrych Serc w Szpitalu Uniwersyteckim w Prokocimiu w Krakowie, wtedy dyrektor naszego powiatowego szpitala Adam Styczeń zapytał dlaczego tutaj u nas nie ma takiego ogrodu, może udało by się u nas coś takiego stworzyć, i wtedy pomyślałam: dlaczego nie? Rozpoczęły się akcje charytatywne, które pozwoliły nam zebrać fundusze – tylko, że w tym przypadku pracownicy szpitala pomagali nam w uporządkowaniu terenu i przygotowaniu wszystkiego, artyści przynosili bardzo drogie rzeźby (które niestety zostały skradzione...). My za to kupiliśmy plastikowe bajkowe domki. Miało to służyć temu, że gdy dzieci idą do szpitala na zastrzyk, na spotkanie z lekarzem co jest dla nich dużym obciążeniem psychicznym - miały zatrzymywać się w owym ogródku bajkowym i odstresować się przed wiztyą albo po wyjściu. Potem okazało się, że okoliczne dzieci zaczęły przychodzić do ogrodu, który zaczął żyć swoim życiem - dopiero pandemia go zniszczyła, bo jak wiemy wtedy nie wolno było sobie pozwolić na takie kontakty, ale zawsze szpital bardzo o te domki dbał. No i co się stało... Pewnego razu mówię tak: jak już budujemy te domki, ten ogród to chodźmy do tych dzieci tutaj. Początkowo była to wizyta tylko na oddziale dziecięcym, ale potem stwierdziłam, że przecież każdy z nas jest dzieckiem, więc zróbmy to tak, żeby odwiedzić wszystkich. Okazało się, że tak jak o dzieciach wszyscy pamiętają, tak o dorosłych nie. I tak jak w przypadku akcji Mikołaj w szpitalu, tak i dzień dziecka jest dla nich ogromną radością, oni się cieszą jak dzieci - ostatnio jeden z pacjentów wyjął lizaka i mówi "Pani nawet nie wie, kiedy ja ostatni raz lizałem lizaka" - to jest piękne, że oni się nawet z takich małych rzeczy cieszą i dlatego warto to robić - to już 16 rok i mam nadzieję, że będzie jeszcze ciągnęło przez bardzo długi czas.
Nie żyjemy na tym świecie dla siebie, im bliżej będziemy człowieka i znajdziemy jego potrzeby, tym nasze życie będzie radośniejsze. Dlatego, dla swojej własnej radości warto, zawsze warto. To są najlepsze rekolekcje życia, każdy jeden z wolontariuszy, który uczestniczy w zbiórkach tych słodyczy, potem w ich rozdawaniu, mówi, że to są najlepsze rekolekcje w jego życiu, bo jest w stanie docenić to co ma, z resztą jeden z darczyńców, który jest skryty i nawet ja go nigdy nie widziałam, kupuje lody dla dzieci niepełnosprawnych - nie tylko lody, bo kupuje też wiele innych rzeczy. Proszę mnie ze sobą zabrać, żebym mógł docenić to co mam - tak powiedział. Warto to robić, żeby zobaczyć tak naprawdę kim Ty jesteś - jeśli jesteś w stanie oddać resztki sił żeby to robić to znaczy, że nie jest jeszcze ze mną jako człowiekiem źle. Warto to robić, żeby udowadniać, że wśród nas w tym zwariowanym świecie są ludzie - jest człowiek - i oni są piękni właśnie dlatego, że dają coś od siebie. I to się później odbija - taka piłeczka. Pewnego razu, gdy zbieraliśmy jedzenie pod jednym z marketów podchodzi do nas młody człowiek i niesie takie ogromne "torbichy" jedzenia, mówię: dziękujemy Ci bardzo, to rzadko spotykane, żeby taki młody człowiek tyle przynosił, na co on odpowiada: bo ja leżałem kiedyś w szpitalu i dostałem od Was paczkę. I to tak właśnie jest: zasiejesz ziarno i wraca do Ciebie taka "roślinka".
Absolutnie tak, to są między innymi szkoły i przedszkola, które włączają się do akcji, a dodatkowo mamy darczyńców, którzy dzwonią i mówią np. tak: proszę zabrać 60 dzieci na lody i ja zapłacę... Kiedyś było tak, że dzieci niepełnosprawne nie miały gdzie siedzieć, ani ławek ani stołów i wtedy zadzwonił do mnie Kamil Brózda z Mrówki w Myślenicach, którzy zawsze chętnie włączają się do pomocy, nie trzeba ich prosić i podarował właśnie ławki, stoły, parasole dla tych dzieciaków. Innym razem dzwoni do mnie Kamil i mówi, że był u nas taki człowiek, i zostawił dużą sumę pieniędzy mówiąc, że to dla dzieci pani Doroty - co chce to niech kupi - i kupiliśmy klimatyzator, bo było wtedy okropnie gorąco. To wszystko właśnie w taki sposób dzieje się przez cały czas.
W tym roku przybyło nam nowych 30 dzieciaków niepełnosprawnych, jak widzimy potrzebę to ich zapisujemy, żeby im też pomóc. Są również seniorzy, ludzie ubodzy - pozostawieni w domu, o których też trzeba pamiętać. Jest jeszcze taka bieda, którą my widzimy, bieda, która nie prosi, bo się wstydzi, więc ich trzeba też znaleźć i umiejętność dawania musi być taka, żeby ich w tej biedzie nie poniżyć. Ale ponieważ myśmy same biedę przeżyły, więc my chyba wiemy jak to robić...
W tym roku mało uczestniczyłam w akcji ze względu na swój stan zdrowia, nie mogłam pojawić się w szpitalu. Ale nic mnie nie powstrzymało przed pojawieniem się u moich dzieci niepełnosprawnych. To są zawsze wyjątkowe momenty, ponieważ każdego roku zdarzają się tacy ludzie, którzy w nas coś zostawiają. Te moje dzieciaki stanęły na takim szczycie, że wow. Te szeptania do ucha: bo my się o Ciebie boimy - to jest takie piękne. Więc każda taka akcja jest wyjątkowa i jeszcze bardziej skłania nas do tego żeby to kontynuować i nigdy się nie poddawać, bez względu na trudne czasy, na stan zdrowia - mamy wspaniałych wolontariuszy. To są ludzie, na których zawsze można liczyć!
O organizacyjnych szczegółach akcji rozmawiam z Renatą Piekarz - przewodnicząca Gminnego Klubu Wolontariatu Myślenice.
Na wszystkie oddziały Szpitala Powiatowego w Myślenicach, do dzieci i młodzieży z warsztatów terapii zajęciowej w Myślenicach, do dzieci i młodzieży z internatu ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Myślenicach, do Dziennego Domu Senior + oraz do Ośrodka Szkolno Wychowawczego w Lubniu.
Większość akcji jest organizowanych z Dorotą Ruśkowską – ta na Dzień Dziecka 1 czerwca nosi nazwę SŁODKO JEST POMAGAĆ. Kiedy zbliża się termin akcji wskazujemy miejsca, które chcemy obdarować. Tworzymy plakat, powiadamiamy szkoły i przedszkola z Gminy Myślenice, ponieważ Gminny Klub Wolontariatu Myślenice zrzesza wszystkie Szkoły Podstawowe z terenu naszej gminy. Do tej akcji włączyły się również myślenickie przedszkola, których dyrektorzy wyrazili chęć udziału w akcji. Wyznaczany jest termin zbiórki, a po nim odbywa się odbiór podarków od darczyńców. Wszystkie te dary zawożone są w miejsce ich pakowania do Pani Doroty Ruśkowskiej, która swoimi rękami tworzy każdą paczkę. Następnie przewozimy wszystkie paczki do wcześniej wyznaczonych miejsc, które dana akcja obejmuje. W tym przypadku udało nam się zgromadzić więcej niz przewidywano, wtedy paczki trafiają również indywidualnie do starszych samotnych, potrzebujących osób.
Każdego roku akcja wyróżnia sie tym, że nigdy nam tych podarków, słodyczy nie brakuje. Jak wiemy czasy są trudne – a mimo to zawsze mamy odpowiednią ilość paczek, których nawet zostaje dla innych potrzebujących. Zawsze zaczynamy akcje z obawą, czy uda nam się wszystkich obdarować, na szczęście szybko sobie uświadamiamy, że i tym razem ramy radę.
Niezwykłość jest w sercu, które jest coraz większe pomimo tego, że czasy są coraz trudniejsze. Czerpiemy z tego ogromną radość, z robienia tego wszystkiego dla drugiego człowieka – oczywiście tylko z ludźmi dobrej woli, z którymi tworzymy jeden wielki zespół i bez których nie dalibyśmy rady.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze