Reklama

Rozmowa o głodzie, biedzie i chłodzie z 89 - letnią Teresą Węgrzyn

21/01/2025 07:11

Dzień dobry, hejka kochani:)

Dzisiaj zabiorę Was w podróż w czasie. Przeniesiemy sie głównie do lat 40. ubiegłego wieku. Cofniemy się do czasów, w których niestety przyszło się wychowywać oraz dorastać pewnej nieustraszonej dziewczynce o imieniu Teresa.

Jak wyglądało jej dzieciństwo i czy w ogóle można mówić o jego istnieniu?
Jak wyglądała nauka w tych czasach?
O biedzie i głodzie
O życiu przed erą smartfonów
O wdzięczności i radości
O odwadze, aby żyć
I o lękach i marzeniach - moja ukochana prababcia - Teresa Węgrzyn

Ciekawi?

Zapraszam Was do lektury!

Zacznijmy od początku - urodziłaś się w 1936 roku. W związku z tym, w czasie gdy wybuchła II wojna światowa  miałaś jedynie 3 lata. Pamiętasz, jak wyglądało Twoje życie na początku lat 40.?

Przede wszystkim pamiętam tę ogromną biedę. Wszyscy wraz z moim tatą stracili pracę. Nie mieliśmy pensji ani gospodarstwa. Nic nie mieliśmy. Byliśmy dużą rodziną, nas samych dzieci było siedmioro. Chodziliśmy po polach, zbieraliśmy zamarznięte ziemniaki, które potem jedliśmy. Często buszowaliśmy po cmentarzu, na którym rosły drzewa owocowe, które obieraliśmy. Gdy miałam 5 lat, Niemcy otoczyli wioskę, w której mieszkałam. Byliśmy odcięci od sklepów, od pożywienia, od wszystkiego. To był okropny czas - żywiliśmy się jedynie znalezionymi gdzieś warzywami, owocami czy ziołami. Była bieda, był głód, było zimno. Nikomu nie życzę takiego życia. Aby coś zdobyć, trzeba było przejść przez granicę utworzoną przez Niemców. Dorośli oczywiście nie mogli - nie przepuszczono by ich. Z tego powodu to my - małe dzieci przechodziliśmy; każde coś niosło schowane za pazuchą to chleb, to cukier... Któregoś razu przyłapał nas żołnierz niemiecki. Wystraszeni pobiegliśmy ukryć się w małym jeziorku. Byłam najmłodsza - mężczyzna postraszył mnie, jednocześnie wyciągając z wody. Następnie wypytał, co ja tam robię i z jakiego powodu tam przychodzę. Poradził, abym więcej tego nie robiła, aby inny patrol mnie nie złapał. Obiecał mi wtedy, że będzie mi przynosił chleb. Mieliśmy umówione pewne drzewo, pod którym je zostawiał. I przynosił. Pamiętam, że długo przynosił ten chleb i jedną konserwę. To było dla nas dużo. Znowu gdy przystępowałam do I Komunii Świętej zmarł mój tata i chyba głównie przez to było nam dużo ciężej. Mama została z nami sama- brakowało tej głowy rodziny.

Jak bardzo różni się świat ten nasz dzisiejszy w porównaniu to tego, który pamiętasz z czasów dzieciństwa?

Z teraźniejszością to nawet nie ma co porównywać. Ciągle były pogrzeby pozabijanych ludzi. Codziennie... To było straszne. Nie było niczego, nie było butów. Tata robił nam drewniane i w tych drewnianych butach żeśmy chodzili - w tych, co on sam wystrugał. To nawet trudno jest sobie wyobrazić, że tak można żyć. Nie było mydła, ręczników - nie było się w czym umyć. Do mycia nóg, używaliśmy takich chwastów, które w chwili, gdy się je rozgniatało i moczyło to się mydliły. Myśmy się tym myli. Teraz jest wszystko, aż nadmiar. A ludzie tego i tak nie doceniają.

Wracając jeszcze do faktu, że byłaś wtedy dzieckiem, jak spędzałaś czas? Jak wyglądały Wasze zabawy?

Znaleziony potłuczony talerz czy szkło - to były nasze zabawki. Urządzaliśmy sobie dom, całą gościnę. Na tych talerzach kładliśmy liście, kwiaty - szykowaliśmy posiłki. Przeważnie stwarzaliśmy sobie ten pozorny dom, aby chyba zrekompensować sobie fakt, że w tym realnym ciągle brakowało rodziców, spokoju i bezpieczeństwa. Oprócz tego pełna swoboda - nami się nikt nie opiekował. Nikt do spania nie zwoływał. Pamiętam, że nocami to łapaliśmy raki. Wszyscy się zbieraliśmy nad wodą, całą chmarą dzieci. To było bardzo przyjemne. Później braliśmy te raki do toreb i szliśmy 10 kilometrów, żeby je sprzedać. Mieliśmy wielki ubaw. Lubiliśmy to. Szliśmy całą gromadką dumni, że zarabiamy pieniądze. Teraz widzę, że to pomogło mi dorosnąć w odpowiedzialności, gdy trzeba było wszystko zdobywać.

Bałaś się?

Nie, nie bałam się szczególnie. Jakbym się bała, to bym pewnie nie wychodziła. A ja codziennie biegałam dookoła domu, nawet skakałam po okopach. Byłam bardzo odważnym dzieckiem, nawet gdy ktoś krzyczał, to ja się śmiałam. Praktycznie nic ani nikt nie wzbudzał we mnie lęku. Zawsze szłam do przodu. Ale pamiętam, że dzieci Niemców nam dokuczały. Wtedy gdy rodzice szli szukać pracy, czy do rolników. Zostawiali nas dzieci w domu samych - nie raz na całe dnie. To nam nożami podcinały futryny, żeby się dostać do nas. My się broniliśmy. Szykowaliśmy sobie ziemniaki, jak były - cokolwiek co mieliśmy w domu, czym można było w nich rzucić. Ale to była taka jakby dziecięca zabawa. Lecz moja starsza siostra się bała, zawsze się wtedy chowała. Zawsze się gdzieś ukryła. Tamte czasy z jej perspektywy wyglądałyby pewnie zupełnie inaczej.

Zastanawia mnie w jaki sposób wyglądała szkoła/ lekcje?

Brakowało nauczycieli. Ci co byli, byli bardzo wymagający, bardzo surowi, ostrzy - ale to dobrze. Dzięki temu pomimo krótkiego czasu nauki miałam duży zakres wiedzy ogólnej. Co pomogło mi w podjęciu się pracy, nawet tej dużo bardziej wymagającej. Uczyliśmy się po 6 godzin od poniedziałku do soboty. Dzieci miały bardzo dużo szacunku zarówno do siebie nawzajem, jak i w stosunku do nauczycieli. Nikt nie był wyróżniany, wszyscy byli traktowani na równi. W pierwszych klasach nie mieliśmy praktycznie żadnych książek ani map. W zasadzie mieliśmy tylko jedną mapę. Jeżeli pani przyniosła nam jakąś książkę, wszyscy po kolei ją oglądaliśmy. Jednak z biegiem lat przybywało wszystkiego, więc już w późniejszym czasie nauka wyglądała zupełnie inaczej. W momencie gdy byłam, z tego co pamiętam w 6 klasie, po lekcjach służyłam u nauczycieli. Wracałam późno, przez co uczyłam się po nocach. Nie było wtedy oświetlenia, więc siedziało się przy lampach albo karbidówkach. Nie raz się zdarzyło, że zbrakło nafty. Pamiętam jedną taką sytuację. Pewnego dnia po prostu mi się skończyła. Poszłam do nauczyciela poprosić o nią, tłumaczyłam, że potrzebna mi do nauki. Jednak on mi jej nie użyczył. Całą drogę idąc, płakałam i modliłam się - "Panie Boże i jak ja odrobię te lekcje, a jutro ma być klasówka z matematyki". W tej historii warto zaznaczyć, że wieczory i noce bywały w tamtych latach bardzo ciepłe. Ta noc także, nie różniła się od pozostałych. Akurat była pełnia, było wyjątkowo jasno. Zdesperowana wyniosłam na zewnątrz taboret oraz stołek. I pod blaskiem księżyca i gwiazd odrobiłam wszystkie zadania i nauczyłam się tych regułek na matematykę (te regułki to była nasza zmora, wszystkim się myliły). Pamiętam, tak mi lekko wszystko wchodziło do głowy. Do tej pory mówię, że księżyc to jest moja ukochana planeta.

A co wspominasz najmilej z tamtego okresu?

Przede wszystkim, że nie było już głodu. To było bardzo ważne. Najważniejsze! A kolejne to, że jako dzieci wszyscy bardzo się lubiliśmy. Byliśmy dla siebie jak rodzina. Chłopcy bardzo nas szanowali, byli tacy opiekuńczy. Gdy jedna upadła,  wszyscy zbiegali się, ratowali, chcieli pomóc. Mali mężczyźni. Bardzo dobrze wspominam tamten czas.

Jednak czy można mówić, o takim prawdziwym dzieciństwie w tamtych latach?

Faktycznie, mną się nikt nie opiekował. Jak byłam troszkę starsza to, ja już się sąsiadów dziećmi zajmowałam. Pomimo tego, że sami byliśmy mali staraliśmy się być ich opiekunami. Wiedzieliśmy, że musimy być za nich odpowiedzialni, aby im się nic nie stało. Z jednej strony to było dobre, a z drugiej męczące. Nie miało się swojego dzieciństwa. Sytuacja i czasy zmusiły nas do tego, abyśmy byli małymi dorosłymi.

Jak już byłaś trochę starsza, o czym marzyłaś?

Jak każda młoda osoba - wyobrażałam sobie, że może uda się, jak już wyjdę za mąż - polepszyć byt. Człowiek już sobie wtedy zdawał sprawę, że to jeszcze nie jest to. Wiedziałam, że do życia potrzeba dużo więcej niż to, co miałam. Coś więcej niż tylko, życie w biegu z domu do pracy za marne pieniądze. Jednak pomimo wszystko doceniało się to, że człowiek już nie był głodny i miał co na siebie włożyć.

Wiem, że pracowałaś na różnych stanowiskach; co byś mogła w związku z tym poradzić młodym ludziom?

Ja zmieniałam pracę bardzo często. Z doświadczenia wiem, że najważniejsze to mieć ogólną wiedzę. Bo jeżeli nie znajdziesz pracy tej, której się wyuczyłeś i którą planowałeś wykonywać. Bo tak też się bardzo często zdarza. Wtedy trzeba podjąć się czegokolwiek. Ale przede wszystkim każdą pracę trzeba polubić - to jest najważniejsza rzecz. Ponieważ gdy znajdziesz przyjemność w tej pracy, będziesz zadowolony zarówno Ty jak i twój szef. Trzeba pamiętać, że człowiek nie ma takiej mocy, aby wybrać sobie wszystko, co by chciał. Trzeba się dostosować. Cieszyć się tym co się ma. Przede wszystkim, że jest za co żyć.

Dużo osób nie chce pamiętać, wspominać tych czasów. Dlaczego jednak uważasz, że warto?

Moim zdaniem człowiek powinien wszystko to pamiętać. Pamiętać, aby przekazać kolejnym pokoleniom, że wojna to okrucieństwo dla ludzi. Aby nie musieli nigdy zaznać biedy i głodu. Wojna niszczy wszystko. Ludzie sobie nie zdają sprawy. Ten, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie całkowicie tego pojąć.

Jesteś babciu bardzo wdzięczną i pozytywną osobą. Czy właśnie to było i jest twoją siłą?

Myślę, że tak. Ja właśnie zawsze byłam pozytywnie nastawiona. Nawet już jako dziecko. Tak dla przykładu - mieliśmy taki mały kawałeczek ogródka. To ja tam zawsze miałam posiane rzodkiewki, marchewkę. Bardzo to lubiłam i o to dbałam. Wtedy nawet jeszcze nie chodziłam do szkoły, więc można sobie wyobrazić, że byłam naprawdę bardzo małą dziewczynką. Od zawsze byłam taką odpowiedzialną marzycielką. Zawsze dużo mówiłam, zawsze śpiewałam, dużo się śmiałam. Zawsze byłam odważna, nie poddawałam się i dalej się nie poddaje.

A więc co twoim zdaniem jest najważniejsze w życiu?

Odwaga i właśnie ta wdzięczność. Od zawsze towarzyszy mi poczucie i przekonanie, że trzeba ludziom dziękować. Jeżeli ktoś coś zrobił dla mnie dobrego - to powinnam to docenić i odważnie powiedzieć "dziękuję". Właśnie to mi daje największe szczęście i satysfakcję. Oprócz tego trzeba mieć śmiałość, aby sprzeciwić się złu. Potrafić stanąć w obronie słabszego. Odwagę, aby bronić prawdy. Czasami sama siebie karcę, że się wtrącam. Ale ktoś musi. Najgorsza jest obojętność!

Właśnie, ludzie w dzisiejszych czasach zdają się być dla siebie przeźroczyści; jak myślisz, z czego to wynika?

Sądzę, że głównie z tego, że nie potrafią sami siebie docenić. A Ja po prostu lubię siebie sprawdzać. I zawsze wtedy wychodzi to na dobre.

Wydaje mi się, że to jest ważne, aby myśleć o sobie, że się jest dobrym człowiekiem i na każdym kroku sobie to udowadniać. Zgodzisz się?

Dokładnie, wtedy człowiek czuje się silniejszy. Myślę, że z tego właśnie bierze się moja nieugiętość. Nie można milczeć, trzeba tłumaczyć do skutku. Ja to robię zawsze i wszędzie.

Nieustannie od 89 lat...

Tym pozytywnym akcentem, dziękuję Ci babciu za rozmowę i przekazaną tak cenną mądrość życiową:)

A Wam, mam nadzieję, że spodobał się ten jakże wyjątkowy wpis, z jakże wyjątkowym gościem, oraz że wyciągnięcie z niego jak najwięcej;)

Reklama

XOXO


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/01/2025 07:53
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo myslenice-itv.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości